25.04.2013

25.04.13


Korzystając z pięknej pogody, wybraliśmy się dziś na spacer. Wprowadzając w życie zasadę "najpierw wygoda" postawiłam na coś prostego, ubarwiając całość jedynie kapeluszem. Odrzuciłam też bardzo wysokie, cienkie obcasy na rzecz niższych, a wygodniejszych, w których bez problemu mogę spędzić większość dnia i nie cierpieć (za bardzo), choć nie wykluczam nabycia jakiejś niepraktycznej, bardziej efektownej pary butów na jakieś "specjalne" okazje (czyt. niewymagające spaceru dłuższego niż od domu do przystanku i z powrotem). 
Z newsów: już za parę dni jadę do Londynu - wszelkie podpowiedzi nt. ciekawych miejsc, targów i sklepów mile widziane (inne niż "koniecznie idź nakupić tonę rzeczy w Primarku"). Kasy nie będę miała zbyt wiele, ale może uda mi się złapać jakąś okazję. :) 
The weather was beautiful and warm today so we decided to take advantage of it and take a long walk. Considering my new rule "comfort first" as one of my probably most mature decisions about style and clothing I decided to wear something simple. I rejected high heels to lower ones in which I can easily spend almost whole day without (so much) suffer than in shoes I used to wear once. Well, I consider buying one or two non practical pairs for "special" occassions when the only distance I'd have to overcome would be short way from my house to the bus stop. 

News alert: I'm going to London for a couple of days soon so any tips on where to go and what to buy would be great! Though I won't have much money, I hope I manage to spend lovely time and bring something back :)

Parfois hat | H&M jacket | Bershka pants | Arti Femme bag | shoes via czasnabuty.pl

16.04.2013

Comfy

 Dziś bardzo krótko - nowe spodnie z H&M już trafiły do mojej czołówki i gdyby nie fakt, że staram się uzganiać trochę grosza na Londyn (i szaleństwo w Primarku, co tu dużo mówić...), to kupiłabym więcej par o takim fasonie. Bardzo wygodne, do tego z wysokim stanem - super! Wydaje mi się, że w ogóle zwrot ku takiej "lekkiej klasyce" jest bardzo na miejscu tej spóźnionej wiosny i bardzo mi się podoba. Nie jest zbyt elegancko, ale nie jest też zupełnie na luzie. Botki można uznać za swojego rodzaju osobisty manifest - koniec z wysokimi obcasami, od którym wygina mi stopę (i plecy). Być może będę miała na tyle szczęścia, żeby jeszcze kiedyś ubrać 10-cm WYGODNY obcas, ale na chwilę obecną wybieram te niższe, ale nie mniej efektowne, ewentualnie nieco wyższe, ale na słupku. Zwrot ku większej wygodzie mam nadzieję kontynuować, a im będzie cieplej, tym łatwiej - już doprowadzała mnie do szału przeciągająca się zima i chętnie pozbędę się wszelkich niepotrzebnych warstw.

28.03.2013

Myśli luźne

Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie pisanie o czymś więcej niż tylko stylizacjach na blogu. W końcu to mój kącik w Internecie. Swoją drogą, swoją „karierę” blogerki zaczęłam w głębokiej podstawówce, gdy na topie był Tenbit – ktoś z Was pamięta blogi pt. „ocena innych blogów” albo „obrazki na zamówienie”? Ja słynęłam z mrocznego bloga, którego motywem przewodnim było „nikt mnie nie rozumie”. Potem swoje 5 minut miały takie platformy jak mBlog czy blogi na Onecie. Niestety, nigdy nie mogłam sobie pozwolić na luksus, jakim było założenie płatnego bloga na Blog.pl (w przeciwieństwie do moich rówieśników, nie miałam jeszcze komórki!). Dryfowałam więc między różnymi platformami, pisząc tu i ówdzie na różne tematy i nawiązując znajomości – niektóre trwają po dziś dzień. Wiele tekstów, które wtedy powstały, trzymam do dziś w szufladzie i jest mi jakoś miło je co jakiś czas odgrzebywać, nawet jeśli cały romantyzm w nich ujęty jest mi już obcy albo wydaje się nadmiernie nadmuchany nastoletnimi humorami. Ale to jednak był kawał mojego życia.
 Piszę o tym nie tylko ze względu na miłe wspomnienia, ale także dlatego, że gdy pisałam blogi w podstawówce, a potem w gimnazjum, w ogóle ‘nie w modzie” i nie na miejscu było wstawianie zdjęć na bloga. Takie miejsca z góry były przekreślane jako nieniosące ze sobą zbyt wiele – w „mojej paczce” osób blogujących, a było nas kilkanaście, się pisało. I tylko, albo aż, tyle. Wydaje mi się, że teraz blogi zatracają swoją treść ze względu na przeładowanie zdjęciami i przez to oferują inspirujące, ale jednak tylko obrazki. Podobnie zresztą jest z magazynami modowymi – nowe Harper’s Bazaar kupiłam z wielką radością,  zachwycona okładką, ale treść mnie nie powaliła, jeśli nie rozczarowała (zwłaszcza artykuł o Anne Hathaway). 
Z tego względu trochę przycichłam, a nawet gdy piszę i dodaję posty, to – jak pewnie zauważyliście – zwykle są one dość rozbudowane. Widocznie zamiłowanie do pisania wchodzi w krew i nie jest się go tak łatwo pozbyć, nawet gdy opisywaną historią jest historia starego płaszcza czy innej ciuchowej perełki (a co do pisania o ciuchach, to zapraszam Was do przeczytania tu najnowszego numeru magazynu marki Paese, w którym znajdziecie też mój krótki artykuł nt. wiosennych trendów).
Na razie pozostanę pewnie przy luźnych przemyśleniach i w wolnym czasie będę z zapałem czytać Styledigger, moje blogowe guru od pewnego czasu. Zima zamroziła nie tylko moje stopy, ale i pomysły i zapał do pracy, mam więc nadzieję, że gdy aura się nieco zmieni, to zmieni się i moje nastawienie. 
 Brakowało mi ostatnio inspiracji, więc podczas pewnego wypadu do Galerii Kazimierz (co nie zdarza mi się często, jako, że nie przepadam za zakupiami w galeriach. Wychodzę sfrustrowana, spocona, rozczochrana i zmęczona, a zwykle i tak nic nie kupuję.), weszłam zupełnie automatycznie do Empiku, przeglądając, co ciekawego wśród magazynów piszczy. Jako miłośniczka nie tylko dobrej lektury, ładnej oprawy, ale i okazji, mój wzrok od razu przykuł magazyn (SLOW) i promocyjna paczka najnowszego magazynu w połączeniu z numerem 1. Długo się wahałam, zastanawiając się, czy coś to warte. Stwierdzając, że nie, wyszłam niezadowolona, ale zanim zdążyłam – na szczęście! – wyjść z galerii, coś mi podpowiedziało, że warto zainwestować te oszałamiające 17 zł (możecie się śmiać, ale dla studenki bez pracy to majątek) i zobaczyć, co to jest to całe (SLOW). 
 To była moja najlepsza decyzja w ostatnim czasie. Jestem oczarowana wszystkim – od papieru, na którym drukowany jest magazyn, poprzez jego zawartość i szeroki wybór interesujących tematów aż po fakt, że nie jest robiony na odczepsię. Wychodzi rzadko, ale czytać warto. Powoli szykuję się do zakupu numerów archiwalnych i czekam na nową dawkę inspiracji. Zdecydowanie zawężenie się tylko do tematyki modowej nie jest czymś, co zupełnie mi odpowiada, ale w połączeniu z tematyką architektury, fotogragii czy diety tworzy ciekawą mieszankę, z której można wyciągnąć coś więcej niż tylko „O, ładne”. Teraz jestem na tropie jakiegoś magazynu dotyczącego dekoracji wnętrz (katalog z Ikei przestał mi wystarczać). Znacie może jakieś ciekawe tytuły? Pytam o gazety, bo tak ostatnio na fali czytania i zbierania różnych czasopism stwierdziłam, że nic jednak nie zastąpi słowa pisanego i wydrukowanego jednocześnie, do którego można wrócić w każdym momencie i jest zdecydowanie bardziej przyjemne w odbiorze niż klikanie. Może jestem staroświecka, a może trochę dorosłam – to już chyba zależy od perspektywy.
 Takim optymistycznym akcentem kończę ten przydługi wywód i zapraszam Was jeszcze na mojego Facebooka, gdzie dzieje się nieco więcej i możecie być bardziej na bieżąco z tym, co się u mnie dzieje (i u moich kotów). Buziaki!
 sequinshoes.pl leggins, C&A jumper